W cieniu Paradisus Matris Dei – zapomniane dziedzictwo

Na archeologicznych mapach Ziemi Lubuskiej Jordanowo słynęło dotąd z cmentarzyska ludności Kultury Wielbarskiej i pocysterskiego zespołu klasztornego w sąsiednim Paradyżu – Gościkowie. Również lokalizacja pomiędzy Świebodzinem a Międzyrzeczem zapowiadała potencjalne bogactwo osadnictwa średniowiecznego. Nikt jednak nie spodziewał się odkryć, jakich dokonaliśmy uczestnicząc w kampanii ratowniczej poprzedzającej budowę Drogi Ekspresowej S-3 jak i dodatkowych badań lubuskiego oddziału Stowarzyszenia Naukowego Archeologów Polskich w strefie poza pasem przyszłej inwestycji .
Z ramienia Fundacji Archeologicznej w Zielonej Górze, zespoły Fundacji PATRIMONIUM w latach 2007 i 2008 prowadziły badania wykopaliskowe stanowisk położonych na obu brzegach zabagnionej dziś doliny rzeczki Paklicy. W dziele tym przypadło mi kierownictwo akcją na południowym brzegu, gdzie badania powierzchniowe wskazywały na osadnictwo pradziejowe. To – jak się wydawało średniej wartości poznawczej stanowisko, położone było na krawędzi doliny, gdzie w wyniku procesów wydmotwórczych  schyłkowych faz zlodowacenia powstały piaszczyste pagórki malowniczo wkomponowane pomiędzy paklickie trzcinowiska. Obszar ten leżał od dłuższego czasu odłogiem, jedynie w niżej położonych partiach zatorfionej terasy uprawiano warzywa. Najwyższe partie wzniesienia zostały częściowo zniszczone przez okolicznych mieszkańców w pierwszej połowie XX w. podczas mniej lub bardziej zorganizowanych akcji pozyskiwania piasku. Pozostały po nich hałdy odpadków na dnie piaśnicy.
Już pierwsze dni wykopalisk pokazały, jak bardzo niedoskonałe bywa rozpoznanie powierzchniowe stanowisk, na których nie są prowadzone prace rolne. Niemal w każdym miejscu ukazywały się zabytki krzemienne, a tuż pod skąpą darnią odsłonięto XI-to wieczne pochówki szkieletowe i ciałopalne groby Kultury Wielbarskiej. Całości dopełniały pozostałości osady Kultury Łużyckiej i świetnie zachowane relikty osady wczesnośredniowiecznej na terasie zalewowej Paklicy. Wszystkie odkryte zabytki są obecnie wnikliwie analizowane, a powstającej monografii towarzyszyć będzie wystawa stanowiąca bez wątpienia perełkę zbiorów świebodzińskiego muzeum.
Najstarsze ślady zasiedlenia tego miejsca sięgają czasów ustąpienia lodowca które nastąpiło mniej więcej 15.000 lat temu. Zatorfiona dziś dolina Paklicy stanowiła wówczas jezioro wytopiskowe, na brzegach którego obozowali paleolityczni łowcy-zbieracze. W obozowisku (zapewne sezonowym, lecz zasiedlanym wielokrotnie) oprawiali skóry upolowanych zwierząt, naprawiali broń łowiecką, być może tworzyli pierwsze dzieła sztuki. Podczas badań odkryto między innymi grot (liściak) wykonany z krzemienia czekoladowego, występującego w rejonie Gór Świętokrzyskich. Ten drobny przedmiot poświadcza funkcjonowanie rozległych sieci wymiany tak przedmiotów jak i idei plemion paleolitycznych.
W epoce mezolitu (10.000 do 5.500 lat temu), wraz ze zmianami klimatycznymi nastąpiła zmiana sposobów wytwarzania krzemiennych narzędzi. Ocieplenie i zwiększona wegetacja powodowały powstawanie gleby oraz gorszy niż wcześniej dostęp do surowca krzemiennego stąd widoczne w inwentarzach zabytków dążenie do tzw. mikrolityzacji czyli optymalnego wykorzystania dostępnych bryłek krzemienia o niewielkich rozmiarach. Początkowo sposoby wykonywania zabytków przypominały dawne tradycje paleolityczne. Z czasem upowszechnił się znacznie doskonalszy sposób wytwarzania narzędzi tzw. metodą naciskową. Aby oddzielić fragment krzemienia o ostrych krawędziach nie uderzano już w bryłę, lecz naciskano z dużą siłą na specjalnie przygotowaną powierzchnię. Dzięki temu uzyskiwano bardzo regularny i powtarzalny materiał na drobne wkładki sztyletów, groty strzał, a może nawet pierwsze narzędzia żniwne. Okres ten bowiem kończy wprowadzenie pierwszych oznak nowej ery dziejów ludzkich -  neolitu, z uprawą roślin, wytwarzaniem ceramiki i hodowlą zwierząt gospodarskich.
Zabytków neolitycznych w Jordanowie odkryto niewiele, a te, które odnaleziono wskazują na przypuszczalne motywy odwiedzania tego miejsca przez wczesnych rolników Kultury Pucharów Lejkowatych (IV tysiąclecie p.n.e.). Relatywnie dużo wytworów krzemiennych z tego okresu nosi ślady recyklingu - przerabiania starszych (paleolitycznych) brył na półprodukty nowej jakości. Przypuszczalnie więc, obszar dawnych obozowisk paleolitycznych stanowił jedynie miejsce zaopatrzenia w krzemień, choć trudno doszukać się tu dowodów stałego osadnictwa.
Również we wczesnej epoce brązu (przełom III i II tysiąclecia p.n.e.) miejsce to mogło pełnić podobną rolę. Znalezione nieliczne fragmenty naczynia ceramicznego i pojedynczy grocik strzały w kształcie serca poświadczają zaledwie okazjonalną penetrację tego miejsca.
Dopiero na przełomie epoki brązu i wczesnej epoki żelaza (najwcześniej w VIII.w.p.n.e) obszar stanowiska stał się miejscem regularnie zasiedlonym przez ludność Kultury Łużyckiej. Badane stanowisko stanowiło zaledwie nadbrzeżny skraj osady, ulokowanej na pofałdowanej równinie otoczonej siecią drobnych cieków wodnych i rozlewisk Paklicy. Zabudowa wsi składała się z domostw o konstrukcji plecionkowej i sumikowo-łątkowej po których pozostały jedynie układy dołków posłupowych i paleniska.
Pierwsze stulecia naszej ery to na Ziemi Lubuskiej czas niezwykle ważnych lecz bardzo słabo rozpoznanych przemian. Plemiona Gotów wędrowały z północy na południe osiedlając się w niektórych miejscach na dłużej  – zwykle kilkadziesiąt lat. Takim miejscem były też brzegi Paklicy. Po stronie północnej odkryto osadę, po naszej- południowej stronie - rozległe cmentarzysko, którego główną część badano już pod koniec ubiegłego wieku. Nekropola ta obejmowała zarówno pochówki szkieletowe jak i ciałopalne. Na obecnie badanym wycinku odkryliśmy kilka pochówków zachowanych jedynie w partiach przydennych, oraz pojedyncze zabytki ze zniszczonych grobów - zapewne pierwotnie płyciej wkopanych. Najciekawszym znaleziskiem była perfekcyjnie zachowana fibula z brązu służąca do spinania szat. Co ciekawe, analiza antropologiczna pochówków z naszej części cmentarzyska wykazała, że chowano tu wyłącznie dzieci.
W VIII wieku naszej ery na jednej z południowych teras zalewowych Paklicy znowu osiedlili się ludzie, których bez wątpienia nazwać możemy Słowianami. Pozostawili po sobie przyziemia domostw z prostokątnymi paleniskami, ziemianki - piwniczki, dołki posłupowe wskazujące miejsce, gdzie stała największa chata - centrum życia wioski, a może miejsce święte.
Na szczycie piaszczystego pagórka odkryliśmy jednak najciekawsze zabytki! Cmentarzysko wczesnośredniowieczne, o blisko dwa stulecia młodsze od osady położonej u podnóża wzniesienia. Nie sposób ocenić ile grobów uległo zniszczeniu na skutek wydobywania piasku, czy erozji wierzchniej partii pagórka. Podczas ręcznego usuwania darni w tej części stanowiska odkrywaliśmy liczne kości i zabytki z całkowicie rozwleczonych pochówków. Zachowane groby tworzyły nieregularny wzór cmentarzyska rzędowego, a w sąsiadujących ze sobą jamach zwykle chowane były osoby o wielu wspólnych cechach wyposażenia – zapewne krewni. W jednym miejscu odkryliśmy grupę kilku pochówków z drobnymi monetami w prawych dłoniach, w innym – skupisko grobów z kompletami srebrnych zausznic stanowiących ozdoby głowy. Bogate kolie paciorków srebrnych, szklanych, fajansowych czy kamiennych z kryształu górskiego i karneolu ukazywały się na kolejnych skrupulatnie odczyszczanych szkieletach. Głowy kobiet przyozdobione były najpopularniejszym wówczas rodzajem biżuterii - kabłączkami skroniowymi srebrnymi, brązowymi, a nawet wykonanymi z ołowiu. O ile bogactwo wyposażenia i piękno samych zabytków zachwycały, dla nas najciekawsze były elementy, które od kanonu chrześcijańskiego jednak odbiegały. Świadczyły one o korzeniach wierzeń świeżo nawracanej społeczności,  zresztą nie koniecznie miejscowego pochodzenia. Niektóre zabytki wskazywały na powiązania ze strefą wschodnio-bałtycką, np. brązowa zapinka podkowiasta z makówkowatymi główkami, niektóre rodzaje srebrnych zausznic. Niezwykłe (choć typowe dla cmentarzysk tego okresu) było już samo wyposażanie zmarłych w przedmioty codziennego użytku, a nawet pożywienie (w kilku grobach odkryto kości zwierzęce,  ewidentnie stanowiące pozostałości pokarmu). Bardzo nietypowe było też zorientowanie pochówku wzdłuż osi północ-południe, albo pochówek w pozycji skurczonej. Niewątpliwie wyjątkowy był również pochówek konia. Podobnie jak w Dziekanowicach,  cmentarzysku mieszkańców Ostrowa Lednickiego, w Jordanowie odkryliśmy unikatowy pochówek ogiera z odciętymi kopytami i brakiem jakichkolwiek śladów obróbki rzeźnej. Z całą pewnością pochówek ten posiadał ryt pogańskich wierzeń, w których koń zawsze pełnił ważną rolę zwierzęcia,  wyroczni lub emanacji samego bóstwa. Być może za zbyt pogańskim charakterem cmentarzyska przemawia również pośrednio fakt przeniesienia miejsca grzebania zmarłych w najbliższe sąsiedztwo paradyskiego kościoła i zespołu klasztornego fundowanego Anno Domini 1230. Na tym okresie bowiem kończy się czas użytkowania Jordanowskiej nekropoli.
Z cmentarzyskiem wczesnośredniowiecznym bez wątpienia związany był też skarb srebrnych denarów ukryty w połowie XI w. Jama w której dokonano odkrycia stanowiła wykrot pokaźnego drzewa, lecz nie sposób stwierdzić, czy monety ukryto w momencie, gdy drzewo rosło. Skarb składał się z ponad 100 monet całych i tzw. siekańców czyli połówek, ćwiartek czy nawet jeszcze mniejszych fragmentów monet. Były to przeważnie denary krzyżowe,  specyficzny rodzaj monety bitej przez mennice niemieckie specjalnie na potrzeby handlu ze Słowianami. Widoczne na powierzchniach monet znaki były w istocie jedynie imitacjami napisów, główną treścią przekazu był natomiast obecny na każdej odmianie krzyż równoramienny. Pomiędzy nimi odkryto też 2 denary angielskie bite przez króla Aethelreda jako trybut składany Duńczykom,  co ciekawe, tylko te dwie monety posiadają pary otworków, stanowić mogły zatem elementy diademu.
Stanowisko 7 w Jordanowie okazało się miejscem odkryć szczególnie cennych dla poznania przeszłości tych ziem. Jak w kalejdoskopie przesuwały się obrazy oddające charakter niemal każdej epoki, a odkryty skarb dodawał smaku tajemnicy i sensacji. W czasach archeologicznych badań ratunkowych, praca na takim stanowisku pozwala na powrót uwierzyć w piękno i znaczenie dziedziny uprawianej dziś często jak zwykłe rzemiosło. Pozwala też zaczarować i w pełni spełnić jedną z najważniejszych misji archeologii - sprowokować zainteresowanie i obudzić świadomość bogactwa dziedzictwa kulturowego tak w rozmiarze regionalnym jak i ogólno-humanistycznym.
Piotr Osypiński